Listy Misjonarzy

       (...) Muszę przyznać, że ks. bp Adrian Mungandu traktuje mnie i ks. Stanisława Siwca, z diecezji siedleckiej, nadzwyczaj życzliwie. Jestem przekonany, że to ze względu na ks. Stanisława, który jest doktorem nauk biblijnych i byłym profesorem Seminarium Duchownego. Obaj otrzymaliśmy parafię w Mongu, stolicy zachodniej prowincji Zambii. Miasto liczy 30 tys. mieszkańców. Są tu trzy parafie (...) „nasza”, Matki Bożej Lurdzkiej, jest w centrum. Do parafii należy jeszcze 15 stacji misyjnych na przestrzeni 100 km. Mieszkanie i kościół jest nowy, wybudowany w 1966 r. przez architekta z RFN (...). Ludzie, a zwłaszcza dzieci zambijskie, są wspaniałe. Jestem bardzo szczęśliwy i dziękuję za wy¬słanie mnie tutaj (...). Wciąż brakuje księży; gdyby z diecezji opolskiej mogło przyjechać tu jeszcze kilku księży, byłoby wspaniale (...).

 

(Ks. R. Serafin, Mongu [Zambia] – 11 VII 1983 r.)

 



       (...) Dziękujemy Wam za pomoc modlitewną. Jest ona tu szczególnie potrzebna. Dobrze również, że organizujecie nabożeństwa i wystawy misyjne. Na pewno pozwolą one bardziej w poznaniu problemów misyjnych.
       (...) Przygotowania do wyjazdu rozpoczęliśmy dwa lata temu, udziałem w kursie misjologicznym w Laskach, by w lipcu i sierpniu podjąć naukę języka francuskiego w Warszawie. 29. 08. 1982r. wyjechaliśmy do Brukseli, aby tam kontynuować naukę tego języka. Uczyliśmy się w szkole, do której uczęszczało około 300 słuchaczy z bardzo wielu krajów. Pozwoliło nam to nie tylko na zapoznanie się z językiem, ale również z kulturami innych krajów. Mieliśmy około 22 godz. tygodniowo. Soboty i niedziele były wolne i wtedy angażowaliśmy się w życie duszpasterskie naszych parafii, na ile pozwalała nam na to znajomość języka francuskiego. Mieszkaliśmy na plebaniach, co wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Oprócz nas dwóch, w tym czasie uczęszczał też z nami do szkoły ks. Józef Urban z naszej diecezji (był później pół roku w Afryce w celu zbierania materiałów do swojej pracy doktorskiej). Było również kilku księży z innych diecezji. Ze względu na pielgrzymkę papieża do Polski, zakończyliśmy kurs już 15. 06. 1983 r. W czasie pielgrzymki papieskiej byliśmy już w Polsce. W Niepokalanowie otrzymaliśmy krzyże misyjne. Czas do wyjazdu minął nam bardzo szybko. 7 września znów Okęcie, następnie 5 dni postoju w Brukseli na formalności wysyłkowowizowe i 12 września 1983 r. wystartowaliśmy z Amsterdamu do Lomé (stolica Togo). Po przylocie zostaliśmy znowu „studentami”, tym razem miejscowego języka ewé. Już siedem miesięcy mija nam na studiowaniu. Jesteśmy w Atakpame (stolica diecezji). Oczywiście oprócz nauki angażujemy się w pracę duszpasterską w naszej parafii. Oczekujemy na własną placówkę.
       Dziękujemy wam za rzeczy, które kupiliście, są nam bardzo potrzebne. Serdecznie Was pozdrawiamy.

(Ks. S. Klein, ks. J. Górski, Atakpame [Togo] – 04. IV. 1984 r.)


       Jestem kapłanem diecezji opolskiej. Wspólnie z kolegą pracujemy od trzech lat w Togo (diecezja Atakpame). Po rocznym kursie miejscowego języka zostaliśmy skierowani do parafii Tado. Dotąd była bez księdza. Wiele więc było i jest do zrobienia. Miejscowość Tado leży 70 km od głównej drogi, do której szczególnie w porze deszczowej prawie nie sposób dojechać. Terytorium naszej parafii liczy 2500 km2 i obejmuje kilkadziesiąt wiosek, z których dotychczas 15 zaledwie jest objętych ewangelizacją.
       Jak wszyscy misjonarze spotykamy tu na każdym kroku ludzką niedolę i cierpienie. Każdego dnia odwiedza nas wielu chorych, wśród których nie brakuje trędowatych, prosząc o niezbędne lekarstwa. Dajemy, co mamy, i pomagamy, jak potrafimy. Najbliższy szpital znajduje się w Beninie (55 km). Na leczenie jednak może pozwolić sobie tylko niewielka grupa ludzi.
       Raz w miesiącu starsi i chorzy zbierają się w naszym domu, gdzie mogą wspólnie rozmawiać i zjeść obiad. Chętnie pomaga nam w tym młodzież. Robią przygotowania i karmią tych, którzy sami już jeść nie potrafią. Na ostatnim spotkaniu był trędowaty bez rąk i nóg. Widziałem, że był szczęśliwy, iż mógł być razem z innymi, cierpiącymi w podobny sposób. Wiemy, że nie możemy pomóc wszystkim, ale musimy pomagać w miarę naszych możliwości.
       Aby dotrzeć do wszystkich naszych parafian, trzeba pokonywać wiele kilometrów po czymś, czego nawet optymiści nie nazywają drogą. Trudno jest przyjechać i zaraz odjeżdżać, gdy tyle jest do zrobienia.
       W jednej miejscowości, oddalonej o 40 km od Tado, znajduje się mały domek należący do Misji. Tam też w przyszłości chcemy się zatrzymywać na kilka dni, by w ten sposób ułatwić pracę duszpasterską i umożliwić ludziom bliższy kontakt z nami. Dom posiada mury, dach, łóżko i stół. Chcemy w jakiś sposób choćby najskromniej go zagospodarować.
       Wszystko, co chcielibyśmy zrobić w celu ułatwienia pracy misyjnej oraz pomocy chorym, wymaga środków finansowych, na które bez pomocy ludzi dobrej woli nie możemy liczyć. Z tego względu zwracamy się do Was, do ludzi, którym sprawa misji nie jest obojętna, o pomoc. Z wiadomych względów nie możemy się zwrócić o pomoc do Polaków żyjących w Polsce. Tam szczególnie wspiera nas modlitwa wielu ludzi, oddanych misjom w Afryce (...).

(Ks. S. Klein, Tado [Togo] – 14 IX 1985 r.)


* * *
       U nas w Togo pełnia pory suchej. Od trzech miesięcy jestem sam, gdyż mój kolega jest na urlopie w Polsce. Wybieram się na urlop z końcem kwietnia. Obecnie cały czas wypełniony mam budową kościoła w jednej z wiosek. Choć z zakupem materiałów tu, w Togo, nie ma większych problemów, to jednak inne wyrastają jak grzyby po deszczu. Pierwszym z nich jest transport. Trzeba sprowadzać cement i inne materiały budowlane ze stolicy (Lomé), która jest oddalona od nas o 170 km. Dużym problemem również jest sprowadzanie wody, której teraz w porze suchej szczególnie brakuje. Ludzie jednak zdają sobie sprawę, że budowa kościoła leży w ich interesie, a zatem chętnie pomagają. Kobiety noszą wodę na głowach z pobliskiej rzeki oddalonej o 9 km od budowy. Częściowo w ten sam sposób sprowadzamy również piasek. Jest więc dużo roboty, ale też spora satysfakcja z każdego sukcesu.
       Mam nadzieję, że przy pomocy ludzi dobrej woli, której często doświadczamy tu w Afryce, będziemy mogli odprawić pierwszą Mszę św. w nowym kościele już na Boże Narodzenie.
       Chciałbym podtrzymać kontakt listowy z Wami, dzieląc się troskami i radościami pracy misyjnej. O ile to możliwe, kilka młodych osób w naszej parafii chętnie nawiązałoby kontakt z kimś z Waszych Czytelników w Kanadzie (w języku francuskim).
Korzystając z okazji składam Redakcji i Czytelnikom najserdeczniejsze życzenia wielkanocne.
       Jezus Chrystus żyje! Jego zwycięstwo nad śmiercią przynosi nam wszystkim życie wieczne. Oby blask Chrystusowego uwielbienia rozjaśnił cienie i mroki naszych ziemskich dni, przekształcając je w pełną radość.

 (Ks. S. Klein, Tado [Togo] – 21 I 1986 r.)



   
Paroisse Catholique                                                              Tchamba – 17.10.2009 r.
St. Antoine de Padoue                                                                         
B.P. 11 Tchamba/TOGO
Tel.: 00228/552 00 21
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
 
 
Święty Antoni w muzułmańskim mieście

 
 

       Togo zamieszkuje ponad 5 mln ludzi, większość stanowią animiści ok. 51%. Drugim pod względem liczebności wyznaniem jest chrześcijaństwo – ok. 29%. Pozostali obywatele – 20%, to wyznawcy islamu.
       Inaczej wygląda to w rejonie centralnym Togo w Tchambie, gdzie islam w latach czterdziestych dwudziestego wieku, czyli niespełna sześćdziesiąt lat temu, zdominował prawie całą populację.
       Na terenie parafii, mieście powiatowym, mieszka prawie 40 000 osób z tego zaledwie 5% są to chrześcijanie. Wszyscy z tego plemienia są muzułmanami i mocno trwają w swojej wierze. Do dziś nie ma ludzi urodzonych w Tchambie, którzy by się nawrócili na chrześcijaństwo. Wspólnotę chrześcijańską tworzą jedynie ludzie, którzy w poszukiwaniu pracy, czy zajęcia służbowego osiedlili się na terenie parafii. Ludzie ci, ze względu na swoją pracę czy stanowisko bardzo często zmieniają miejsce zamieszkania i parafię.
       Pierwszy chrześcijanin, który osiedlił się w Tchambie pochodził z Beninu z Porto Novo, a tam kult świętego Antoniego był bardzo rozpowszechniony, dzięki ewangelizacji pierwszych misjonarzy portugalskich z drugiej połowy XVI wieku.
       Parafia pod wezwaniem św. Antoniego z Padwy w Tchambie została utworzona 15 sierpnia 1974 roku, jak podają niektórzy, w dniu w którym urodził się św. Antoni w Lizbonie w Portugalii.
       Z tego też czasu zachowała się pierwsza figurka św. Antoniego, która była w pierwszej kaplicy - zadaszeniu pokrytym słomą. Kaplica ta spłonęła doszczętnie w 1945 roku, jednak figurka zachowała się, nienaruszona. Później przez wiele lat przechowywana była w kancelarii parafialnej, dopiero w roku 2006 w uroczystość odpustową i pielgrzymkę ku czci św. Antoniego, cudowna figura znalazła się w kościele. Niestety rok później wskutek gwałtownej burzy, runęła na ziemie i całkowicie się potłukła. Zastąpiona jest teraz przez nową, wysokości ok. 1 metra, wykonana z drzewa teckowego, sponsorowana przez młode małżeństwo z Polski z okazji narodzin ich pierwszego syna.
       Już tradycyjnie każdy wtorek ludzie gromadzą się w kościele na wspólnej modlitwie. W każdy pierwszy wtorek miesiąca rozpoczyna się triduum ku czci św. Antoniego. A co drugi wtorek każdego miesiąca, przy wystawionych relikwiach Świętego, jedynych w całym kraju, odprawiana jest Msza święta ku czci świętego Antoniego z Padwy. Na początku są czytane intencje, prośby i podziękowania, których doznali wierni za wstawiennictwem świętego. Po Mszy wyrusza procesja wraz z relikwiami i zapalonymi świecami dookoła kościoła. Na koniec udziela się błogosławieństwa relikwiami św. Antoniego. Często można także spotkać wiernych z okolicznych wiosek czy nawet miast oddalonych sporo kilometrów od Tchamby.
       Co roku uroczystości, poprzedzane są wielką nowenną ku czci Świętego. W sobotę po 13 czerwca, wierni z całej diecezji i nawet spoza jej granic gromadzą się w centrum miasta i procesyjnie z figurą św. Antoniego udają się do kościoła. Przed sumą odpustową odmawiany jest różaniec z medytacjami św. Antoniego, podczas którego wierni mogą skorzystać z sakramentu pojednania. Po uroczystej Mszy świętej następuje błogosławienie chleba dla ubogich i jest czas na świadectwa i łaski doznane za pośrednictwem Świętego. Po wspólnym obiedzie wierni gromadzą się ponownie w kościele na wspólnym nabożeństwie, na zakończenie, którego każdy indywidualnie może uczcić relikwie świętego Antoniego z Padwy.
       Dzięki pomocy dobrodziejów z Polski, parafia otrzymuje regularnie miesięcznik „Posłaniec św. Antoniego” w języku francuskim. Pismo to stało się prawdziwą furtką na świat w kulcie naszego patrona.
       Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego Stowarzyszenie św. Antoniego organizuje zbiórkę używanej odzieży i przyborów szkolnych dla dzieci osieroconych i dzieci z ubogich rodzin w parafii. W kościele cały tydzień wystawiony jest wtedy kosz, do którego wierni mogą składać swe dary.
       Jest to młoda parafia, bez większych tradycji, chcielibyśmy by kult świętego Antoniego cudotwórcy rozprzestrzeniał się w diecezji a nawet i poza jej granicami. By Tchamba stała się prawdziwym miejscem kultu ku czci świętego Antoniego z Padwy.
       Z okazji Tygodnia Misyjnego chciałbym złożyć Wam, serdeczne Bóg zapłać za wszelkie ofiary złożone na „chleb świętego Antoniego” dla swoich ubogich. Niech Patron naszej Parafii, żarliwy głosiciel Ewangelii Chrystusa, wstawia się za całym Kościołem misyjnym, by Nauka Chrystusa była głoszona wszędzie i przynosiła owoce.
 
       Z misyjnym pozdrowieniem i pamięcią w modlitwie – ks. Robert Dura


Przede wszystkim chciałem serdecznie podziękować za pomoc finansową, którą otrzymałem za pośrednictwem Funduszu na podstawowe zagospodarowanie. Jest ona ogromną pomocą dla mnie. Pieniądze wykorzystałem na zakup podstawowych rzeczy potrzebnych w parafii jak również podstawowy pakiet systemu słonecznego. Bardzo jestem wdzięczny. Cieszę się z powstania strony internetowej o misjonarzach z diecezji opolskiej. Spróbuję opisać moją dotychczasową pracę misjonarską.
 
Pochodzę z Zalesia Śl. koło Góry św. Anny i do Papui Nowej Gwinei przyjechałem 11 grudnia 2008 r. Miesiąc później, w styczniu zostałem wysłany przez arcybiskupa Wilhelma Kurtza na stację misyjną w Annaberg położonej malowniczo w środkowej części rzeki Ramu. Proboszczem tej placówki jest polski ksiądz diecezjalny, Michał Szulc. Zostałem tam wysłany na naukę języka pisin, który jest obok angielskiego obowiązującym językiem i zasadniczo można się nim porozumieć z większością ludzi. Aby dotrzeć do tej misji trzeba tłuc się samochodem przez dwa dni, by dojechać do rzeki Ramu aby potem przeładować wszystkie potrzebne rzeczy i bagaże na długie drewniane kanu z silnikiem motorowym. Następnie płynie się w górę rzeki przez 10 godzin. Nie jest to łatwa podróż, ale jest czas by się dobrze pomodlić i podziwiać otaczające uroki lasu tropikalnego. Wszystko trzeba dobrze zapakować, bo woda powoli wdziera się do kanu. Słońce piecze niemiłosiernie a po jakimś czasie ni stąd ni zowąd lunie tropikalny deszcz – wiec jest dobrze i ciekawie.
 
Ludzie są życzliwi i oczekują naszego przybycia. Misja jest położona malowniczo i była kiedyś bardzo dobrze zorganizowana, ale od lat 70-tych ubiegłego stulecia, kiedy miejscowi przejęli władzę, wszystko powoli poszło w rozsypkę. Zasadniczo tylko dzięki misjonarzom jakoś się to wszystko trzyma.
 
W Annabergu spędziłem cztery miesiące a potem zostałem wysłany na wyspę Karkar do misji Tabel gdzie proboszczem jest o. Jan Szweda, werbista pochodzący ze Zdzieszowic,. Ponieważ przed wstąpieniem do seminarium byłem elektrykiem wiec zostałem tam skierowany, aby wymienić i założyć całą nową instalację elektryczną na plebanii. Byłem tam przez dwa miesiące zakładając instalacje pod baterie słoneczne i pod zwykle napięcie na 240V czyli pod generator. Jednocześnie włączałem się w pracę duszpasterską, ucząc się języka pisin. Muszę przyznać, że za łaską bożą i przy pomocy najpierw ks. Michała a potem o. Jana, wiele się nauczyłem i to w dość w krótkim czasie. 3 lipca 2009 ks. biskup uznał, że jestem gotowy aby objąć samodzielnie misję w Banarze, która jest malowniczo położona nad brzegiem morza Bismarka z przepiękną wioską położoną na plaży.
 
Do Banary przybyłem w piątek nocą i następnego dnia byłem zmuszony pojechać w busz do miejscowości Yoro gdzie rozpoczynały się tygodniowe rekolekcje dla młodzieży z mojej parafii. Droga prowadząca do tej miejscowości jest w okropnym stanie. 9 km pokonuje się mniej więcej w 2 godz. przedzierając się przez błoto, strumyki, dziury i rozpadliny. Docieram jednak cały i zdrowy a mój "staruszek" (samochód – Toyota Land Cruiser 1988 r. z napędem na cztery koła) jeszcze jakoś się trzyma. Tak więc pierwszy tydzień w nowej misji spędzam w buszu, wygłaszając konferencje, spowiadając i sprawując Eucharystię dla 500 młodzieży z mojej parafii. Następnie przez dwie kolejne niedziele udzielam Pierwszej Komunii św. i przygotowuję wszystkich na przyjęcie krzyża młodzieżowego, który perygrynuje całą diecezję a do nas ma dotrzeć w sierpniu i pozostać przez 18 dni obchodząc główne wioski.
 
Parafia Banara liczy ok. 8,5 tys. ludzi, którzy mieszkają w 27. wioskach. 15 z nich jest położonych głęboko w buszu w gliniastych górach porośniętych tropikalną dżunglą, których wysokość dochodzi do 1000 m n.p.m. 12 zaś wiosek rozciąga się wzdłuż wybrzeża i dotarcie do nich jest nieco łatwiejsze. We wrześniu wybrałem się na wizytę duszpasterską w busz, aby lepiej poznać swoją parafię. Odwiedzenie 15 wiosek zajmuje mi 19 dni. W tym czasie przebywam pieszo dystans ok. 150 km. Po powrocie przygotowuję młodzież do bierzmowania. 1 listopada biskup przyjechał do Banary i udzielił bierzmowania 230 kandydatom. 16 listopada ponownie udałem się w busz tym razem po to, aby przygotować parafian do Świąt Bożego Narodzenia. Prawie codziennie przygotowuję wiernych do sakramentów, słucham spowiedzi, wsłuchuję się w troski i zmartwienia miejscowych ludzi, dzielę się lekarstwami i udzielam porad medycznych zasadniczo związanych z zachowaniem higieny. Śpię na ziemi pod moskitierą. Rano odprawiam mszę św. udzielając sakramentu małżeństwa, chrztu i pierwszej Komunii. Potem posiłek (najczęściej słodkie ziemniaki, gotowane banany, jakaś zielenina przypominająca nasz szpinak no i czasami kurczak albo szczur polny). Po posiłku wyruszam w dalszą drogę do następnej wioski.
 
Wróciłem 5 grudnia cały i zdrowy. Po dwóch dniach odpoczynku wyruszyłem w odwiedziny 12 wiosek położonych na wybrzeżu. Przygotowanie kończę 24 grudnia spowiedzią na stacji głównej. W sumie przez 6 miesięcy w Banarze ochrzciłem 313 dzieci.
 
Teraz zaczynam remonty bowiem od strony gospodarczej misja bardzo podupadła. Nie ma prądu, wody pitnej, jest tylko trochę w jednej cieknącej cysternie, nie ma sklepu, poczty. Szpital (bez prądu i wody) jest oddalony o 12 kilometrów. Remont zaczynam od plebanii: instalacja wodna i elektryczna no i malowanie. Musze się uwinąć przed lutym, bowiem biskup z początkiem lutego posyła do mnie miejscowego seminarzystę po filozofii na roczną praktykę pastoralną a na 22 lutego mam już zaplanowaną kolejną wizytę duszpasterską w buszu aby tym razem przygotować parafian do świąt wielkanocnych. Tak to pokrótce przedstawia się moja dotychczasowa działalność misyjna w diecezji Madang, w Papui Nowej Gwinei.

Pamiętajcie o mnie w modlitwie.
 
Z misjonarskim błogosławieństwem,
ks. Adrian M. Adamik, misjonarz Fideum Donum, Banara, Madang PNG, 15 stycznia 2010